Rycerstwo Św Michała Archanioła
Zastęp w Binczarowej

uzdrowienie międzypokoleniowe


 O. KOSMA BUDZIŃSKI OFM   
 

W ostatnim czasie bardzo odkrywczą sprawą dla wielu osób stało się uzdrowienie międzypokoleniowe. Dokonało się to pod wpływem książki autorstwa         o. Roberto DeGrandis pod tytułem Uzdrowienie międzypokoleniowe: osobista podróż ku przebaczeniu, wydana przez Ośrodek Odnowy w Duchu Świętym w Łodzi. Dlatego pragnę włączyć się w dyskusje na ten temat po to, aby ubogacić zrozumienie tego problemu własnymi spostrzeżeniami i doświadczeniem. Uzdrowienie wewnętrzne, modlitwa o uwolnienie jest to chleb powszedni w mojej posłudze kapłańskiej, dlatego jestem zainteresowany tematem, który zaproponował o. Roberto DeGrandis. Wydaje mi się, że podjęcie tego tematu i rzetelna refleksja nad nim jest ważne dla nas wszystkich, bo wszyscy mamy swoje pokolenia, i jeżeli pokolenia mają wpływ na nas, to warto się tym zainteresować. Nie ukrywam, że jestem zwolennikiem prowadzenia modlitw o uzdrowienie międzypokoleniowe, sam je przeprowadzam, ale przyznam się, że z wielką ostrożnością. Niestety jest to jeszcze dziewiczy teren i dlatego wymaga dużej ostrożności, ale nie można go przemilczeć.

Z mojej osobistej praktyki, rozmów i opinii wielu osób dowiedziałem się, że modlitwa o uzdrowienie międzypokoleniowe przynosi dobre owoce. Wielu ludzi poczuło wielką ulgę doświadczalną nie tylko na duszy czy psychice, a także i fizycznie. Wielu ludzi zaczęło rozumieć skąd mogą pochodzić ich problemy nie tylko osobiste ale i rodzinne. Ważne jest w tej modlitwie znalezienie źródła zranienia, ale jeszcze bardziej ważne jest zaufanie Bogu, bo nie zawsze jest możliwe dowiedzenie się jakie jest źródło naszych problemów. Bóg natomiast wie wszystko, bo jak jest napisane w Słowie Bożym: „Bo w nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” (Dz 17,28). On widzi wszystko w jednym momencie, obejmuje wszystkie wieki i zdarzenia, dlatego podstawą jest nasze zawierzenie Jemu. To On uzdrawia a nie człowiek, metoda czy nasza wiedza.

Jak we wszystkim, tak i w tej materii istnieje wiele niebezpieczeństw. Np. ktoś, komu nie zależy na przemianie osobistego życia, ale na znalezieniu usprawiedliwienia dla własnych grzechów i słabości może powiedzieć: To moi przodkowie są winni moich nieszczęść. Taka postawa może prowadzić do wielkiego niebezpieczeństwa, że zaczniemy oskarżać naszych pradziadków, dziadków, rodziców a sami poczujemy się wolni od odpowiedzialności za nasze postępowanie. Dobrze znaleźć „kozła ofiarnego”, prawda! Ale dla wielu może to być bodziec do refleksji i głębokiego zastanowienia, a nawet i szansy, aby przerwać pasmo nieszczęść, które, wypływa z poprzednich pokoleń. Nie ma co się dziwić takiej postawie, że szukamy rozwiązania naszych problemów, bo przecież nikt z nas nie chce ich mieć i dlatego myśl o uzdrowieniu międzypokoleniowym jest jakąś nadzieją.

Na pewno wszyscy zgadzamy się z tym, że wszelkie nieszczęścia pochodzą z grzechu, jak nie z osobistego, czy z grzechów rodziców, to na pewno z grzechu pierworodnego. Nie muszę tego udowadniać, że to właśnie grzech, rozumiany bardzo szeroko, jest źródłem wszelkiego nieszczęścia w moim życiu osobistym, rodzinnym, społecznym i na całym świecie.

Przypomnijmy sobie Księgę Rodzaju: „Rzekł Bóg: Któż ci powiedział, że jesteś nagi? Czy może zjadłeś z drzewa, z którego ci zakazałem jeść? Mężczyzna odpowiedział: Niewiasta, którą postawiłeś przy mnie, dała mi owoc z tego drzewa i zjadłem. Wtedy Pan Bóg rzekł do niewiasty: Dlaczego to uczyniłaś? Niewiasta odpowiedziała: Wąż mnie zwiódł i zjadłam. Wtedy Pan Bóg rzekł do węża: Ponieważ to uczyniłeś, bądź przeklęty wśród wszystkich zwierząt domowych i polnych; na brzuchu będziesz się czołgał i proch będziesz jadł po wszystkie dni twego istnienia. Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę. Do niewiasty powiedział: Obarczę cię niezmiernie wielkim trudem twej brzemienności, w bólu będziesz rodziła dzieci, ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia, on zaś będzie panował nad tobą. Do mężczyzny zaś Bóg rzekł: Ponieważ posłuchałeś swej żony i zjadłeś z drzewa, co do którego dałem ci rozkaz w słowach: Nie będziesz z niego jeść - przeklęta niech będzie ziemia z twego powodu: w trudzie będziesz zdobywał od niej pożywienie dla siebie po wszystkie dni twego życia. Cierń i oset będzie ci ona rodziła, a przecież pokarmem twym są płody roli. W pocie więc oblicza twego będziesz musiał zdobywać pożywienie, póki nie wrócisz do ziemi, z której zostałeś wzięty; bo prochem jesteś i w proch się obrócisz! Mężczyzna dał swej żonie imię Ewa, bo ona stała się matką wszystkich żyjących. Pan Bóg sporządził dla mężczyzny i dla jego żony odzienie ze skór i przyodział ich. Po czym Pan Bóg rzekł: Oto człowiek stał się taki jak My: zna dobro i zło; niechaj teraz nie wyciągnie przypadkiem ręki, aby zerwać owoc także z drzewa życia, zjeść go i żyć na wieki. Dlatego Pan Bóg wydalił go z ogrodu Eden, aby uprawiał tę ziemię, z której został wzięty. Wygnawszy zaś człowieka, Bóg postawił przed ogrodem Eden cherubów i połyskujące ostrze miecza, aby strzec drogi do drzewa życia” (Rdz 3,11-24).

Nieszczęścia, które sprowadzili na nas Adam i Ewa dotykają nas wszystkich, chociaż to nie my popełniliśmy ten grzech. Może ktoś powiedzieć, że cierpię niesprawiedliwie, bo z jakiej racji mam cierpieć za cudze grzechy. Faktycznie tak jest. Grzech pierworodny to osobisty grzech Adama i Ewy. A jednak skutki ich grzechu osobistego dotykają także nas, i to do dzisiaj, chociaż przyjęliśmy chrzest. Nie wiem jak dawno temu Adam i Ewa popełnili swój osobisty grzech, ale na pewno bardzo, bardzo dawno. Może dziesięć milionów lat temu. Jest to bardzo dawno, prawda!? A skutki ich grzechu czujemy tak bardzo wyraźnie jakby został popełniony wczoraj! Jakże ich postępek zmienił oblicze ziemi, na której żyjemy. Jakże bardzo zmienił oblicze naszych serc. Często gdy mówię o grzechu pierworodnym śmieję się, że pierwszą rzeczą jaką zrobię po wejściu do nieba, jak spotkam Adama i Ewę, to im porządnie dołożę za to, co nam zrobili, że musieliśmy przez nich tyle cierpieć. Warto się nad tym zastanowić.

Może skutki grzechów naszych bezpośrednich przodków też na nas wpływają? Niewątpliwie tak! Często jest tak, że mój grzech osobisty dotyka nie tylko mnie ale też i innych, niewinnych. Np. gdy jadę pijany autem i powoduję wypadek, w którym przez moją głupotę cierpią niewinni. Albo ojciec pije a przy nim cierpią niewinne dzieci i cała rodzina. Albo fakt z drugiej wojny światowej, zrzucenie bomby atomowej na Japonię – do dzisiaj są widoczne tego skutki chociaż minęło już wiele lat. Gdy matka w stanie błogosławionym bierze narkotyki, jej dziecko już w jej łonie jest uzależnione od narkotyków. Sami dobrze wiemy, że można mnożyć bardzo wiele przykładów. Np. dziecko poczęte poza związkiem sakramentalnym może cierpieć na duszy i psychice z powodu grzechu swojej matki. Dziecko poczęte w gwałcie, będzie cierpieć z tego powodu. Albo dziecko niechciane lub odrzucone przez swoich rodziców też będzie cierpieć. Dziecko w łonie matki oddane szatanowi może być opętane. A co powiedzieć o powtarzających się nieszczęściach w rodzinie np. dziadek pił, jego syn pił, wnuki piją, ich dzieci piją. Albo babcia się rozwiodła, jej córka się rozwiodła, wnuczka się rozwiodła itd. Albo babcia popełniła aborcję, jej córka to zrobiła i wnuczka. Jak to zrozumieć, że w rodzinach powtarzają się nieszczęścia? Przykładów można przytaczać w nieskończoność. Czy to są zwykłe przypadki? A może faktycznie trzeba się zastanowić nad skutkami grzechów, które były popełnione w naszych pokoleniach? Możemy dotknąć też i innych rzeczy dziedziczenia zdolności okultystycznych. Babcia wróżyła, jej córka wróżyła i wnuczka wróży. Dotyczy to też wszelkiego rodzaju zdolności mediumicznych itd. itd. Chciałbym to powiedzieć, że skutki grzechów naszych pokoleń nas nie dotykają, ale nie mogę tak powiedzieć, bo zaprzeczało by to doświadczeniu ludzi, którzy modlą się o uzdrowienie wewnętrzne.

Wielu ludzi mówi: przecież Jezus na zbawił, jakże to możliwe?

Teologia określa nasz stan na ziemi po Chrzcie Świętym takim sformułowaniem: JUŻ, ALE JESZCZE NIE! Oznacza to: już jesteśmy zbawieni, ale jeszcze w pełni tego nie doświadczamy. Oznacza to, że skutki grzechu pierworodnego, które objawiają się w naszym życiu przez pożądliwość oczu, ciała i pychę żywota, śmierć, choroby, niesprawiedliwość itd. itd., czy nam się to podoba czy nie, niestety są.


Powtórzę jeszcze raz za Księgą Rodzaju: „Do niewiasty powiedział: Obarczę cię niezmiernie wielkim trudem twej brzemienności, w bólu będziesz rodziła dzieci, ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia, on zaś będzie panował nad tobą. Do mężczyzny zaś Bóg rzekł: Ponieważ posłuchałeś swej żony i zjadłeś z drzewa, co do którego dałem ci rozkaz w słowach: Nie będziesz z niego jeść - przeklęta niech będzie ziemia z twego powodu: w trudzie będziesz zdobywał od niej pożywienie dla siebie po wszystkie dni twego życia. Cierń i oset będzie ci ona rodziła, a przecież pokarmem twym są płody roli. W pocie więc oblicza twego będziesz musiał zdobywać pożywienie, póki nie wrócisz do ziemi, z której zostałeś wzięty; bo prochem jesteś i w proch się obrócisz!”.

Przekleństwo to towarzyszy nam tu na ziemi. Kto z nas może temu zaprzeczyć? Możemy zatem powiedzieć, że zło, które nas spotyka wypływa w jakiś sposób z pokoleń. Jeżeli ktoś nie wierzy, że nasze pokolenia sięgają Adama i Ewy to proszę przeczytać sobie Łk 3,23-38. Czy nam się to podoba czy nie, niestety dziedziczymy pewne cechy naszych przodków i to nie zawsze te pozytywne. Jest to dla nas jasne, że na pewno stan człowieka po śmierci Jezusa Chrystusa stał się inny niż był do tego momentu. Dzięki ofierze naszego Pana niebo zostało dla nas otwarte, zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi i zbawieni. To jest fakt. Jednak w postępowaniu zewnętrznym nic się nie zmieniło – grzech pozostał na świecie ten sam i niestety ulegamy mu. Dręczą nas te same pożądliwości co dręczyły ludzi starotestamentalnych. Diabeł jak działał przed Chrystusem działa także i dzisiaj. Temu chyba nikt z nas nie ośmieli się zaprzeczyć? Może się mylę, a nawet powiem, obym się mylił, ale wydaje mi się, że taki stan będzie trwał aż do powtórnego przyjścia Jezusa Chrystusa.

Święty Paweł stara się nam to wyjaśnić między innymi tymi słowami: „Stworzenie bowiem zostało poddane marności - nie z własnej chęci, ale ze względu na Tego, który je poddał - w nadziei, że również i ono zostanie wyzwolone z niewoli zepsucia, by uczestniczyć w wolności i chwale dzieci Bożych. Wiemy przecież, że całe stworzenie aż dotąd jęczy i wzdycha w bólach rodzenia. Lecz nie tylko ono, ale i my sami, którzy już posiadamy pierwsze dary Ducha, i my również całą istotą swoją wzdychamy, oczekując - odkupienia naszego ciała. W nadziei bowiem już jesteśmy zbawieni. Nadzieja zaś, której spełnienie już się ogląda, nie jest nadzieją, bo jak można się jeszcze spodziewać tego, co się już ogląda? Jeżeli jednak, nie oglądając, spodziewamy się czegoś, to z wytrwałością tego oczekujemy” (Rz 8, 20-25). Przytoczę jeszcze inne słowa św. Pawła: „I jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą ożywieni, lecz każdy według własnej kolejności. Chrystus jako pierwszy, potem ci, co należą do Chrystusa, w czasie Jego przyjścia. Wreszcie nastąpi koniec, gdy przekaże królowanie Bogu i Ojcu i gdy pokona wszelką Zwierzchność, Władzę i Moc. Trzeba bowiem, ażeby królował, aż położy wszystkich nieprzyjaciół pod swoje stopy. Jako ostatni wróg, zostanie pokonana śmierć” (1Kor 15,22-26).

Czy oznacza to, że jeszcze nie wszystko zostało pokonane? A może lepiej wyrazić to biblijnym sposobem myślenia: że pełne zwycięstwo Chrystusa jeszcze się w pełni nie objawiło. Niestety, nawet po Chrzcie mamy możliwość grzeszenia i ranienia nie tylko siebie, ale i innych. Grzech dokonuje się w sercu człowieka. Sam Jezus wskazuje na serce człowieka jako źródło grzechu: „I mówił dalej: Co wychodzi z człowieka, to czyni go nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym” (Mk 7,20-23).

Na pewno wszystkich nas interesuje jak może dojść do „skażenia” międzypokoleniowego? Otóż związane jest ono ze środowiskiem naszych rodzin. Bo przecież każda rodzina takie środowisko stwarza. Widzimy, że każda rodzina ma swoje specyficzne środowisko, które wyraża się w sposobie wychowania, zachowania, kultury, posiada swoje charakterystyczne cechy, sposób wypowiadania się itp. Nieraz spotkałem się z opinią ludzi, którzy przychodzili do mnie na modlitwę: nie potrafię kochać, bo nie kochała mnie mama. Gdy zadałem pytanie mamie, dlaczego nie potrafiła kochać swojego dziecka, uzyskiwałem zadziwiającą odpowiedź, bo nie otrzymałam miłości od mojej mamy. Wydaje mi się, że gdybym zadał to samo pytanie babci, dlaczego nie kochała swojej córki otrzymał bym odpowiedź, bo też nie byłam kochana. Widzimy więc, że błąd, jakaś wada w rodzinie może się powtarzać jeżeli nie zostanie skorygowana i nie zmieni się sposobu postępowania. Podobnie może być z wpływem na mnie skutków grzechów mojego pradziadka. Oczywiście grzech dziadka np. pijaństwo, nie jest moim grzechem, ale skutki jego postępowania mogą dotykać wielu osób w naszej rodzinie przez pokolenia nie wyłączając i mnie Dlaczego? Bo mój dziadek nauczył się pijaństwa od pradziadka. Dziadek z kolei przekazał to obciążenie swoim dzieciom, oni z kolei swoim i tak łańcuch pijaństwa dochodzi aż do mnie. Jeżeli ja zacznę pić to nauczę picia moje dzieci, one swoje i tak problem będzie się rozszerzał. Często spotykam się ze stwierdzeniami: w naszej rodzinie zawsze się piło. Tak może powielać się każdy problem.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że obciążeniu pokoleniowemu może towarzyszyć działanie szatana, jakiegoś złego ducha, który ukrywa się pod konkretnym problemem. Najgorsze wydają mi się grzechy dotyczące pierwszego przykazania: Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną. Chodzi tu przede wszystkim o ateizm wszelkiego rodzaju, okultyzm, magię, czary, uroki, gusła, zabobony, spirytyzm, satanizm a także grzechy przekleństwa, krzywdy ludzkiej, nienawiści, zemsty, aborcji, nieprzebaczenie, kazirodztwa, zabójstwa itp. Przy modlitwach wstawienniczych często ujawnia się zły duch, którego można nazwać: duch pijaństwa, śmierci, spirytyzmu, okultyzmu, magii, nienawiści, nieprzebaczenie itd. Oczywiście nie jest to żadną regułą, że jeżeli jest rodzina pijacka, to wszyscy jej członkowie muszą być pijakami. Ale na pewno się z tym zgodzicie, że patologia, rozumiana bardzo szeroko, powiela patologię. Łatwiej jest stać się złym w złym środowisku. Środowisko uczy.

Zdaję sobie sprawę, że ten artykuł może wzbudzić wiele kontrowersji, i dobrze. Bo jak uczył Sokrates: wstępne zacznij nauczanie, w głowie zamieszaj i pytaj o zdanie. W następnym artykule będę mówił o tym w jaki sposób możemy prosić Boga o błogosławieństwo w uzdrowieniu międzypokoleniowym. Bogu niech będą dzięki, że z najgorszego zła umie wyprowadzić dobro.
Na pewno w życiu doświadczamy wiele zła, ale możemy doświadczyć nieskończenie więcej błogosławieństwa Bożego. 


Wiem na pewno, że Bóg pragnie nas uzdrawiać. Wiem także, że Jego błogosławieństwo jest większe od zła, grzechu i szatana. Dlatego na początek naszego rozważania o uzdrowieniu międzypokoleniowym pragnę przytoczyć Słowo Boże, które pomoże nam zrozumieć ogrom Bożej miłości i Bożego błogosławieństwa względem nas.

Psalm 103
„Błogosław, duszo moja, Pana, i całe moje wnętrze - święte imię Jego!
Błogosław, duszo moja, Pana, i nie zapominaj o wszystkich Jego dobrodziejstwach!
On odpuszcza wszystkie twoje winy, On leczy wszystkie twe niemoce,
On życie twoje wybawia od zguby, On wieńczy cię łaską i zmiłowaniem,
On twoje dni nasyca dobrami: odnawia się młodość twoja jak orła.
Pan czyni dzieła sprawiedliwe, bierze w opiekę wszystkich uciśnionych.
Drogi swoje objawił Mojżeszowi, dzieła swoje synom Izraela.
Miłosierny jest Pan i łaskawy, nieskory do gniewu i bardzo łagodny.
Nie wiedzie sporu do końca i nie płonie gniewem na wieki.
Nie postępuje z nami według naszych grzechów ani według win naszych nam nie odpłaca.
Bo jak wysoko niebo wznosi się nad ziemią, tak można jest Jego łaskawość dla tych, co się Go boją.
Jak jest odległy wschód od zachodu, tak daleko odsuwa od nas nasze występki.
Jak się lituje ojciec nad synami, tak Pan się lituje nad tymi, co się Go boją.
Wie On, z czego jesteśmy utworzeni, pamięta, że jesteśmy prochem.
Dni człowieka są jak trawa; kwitnie jak kwiat na polu:
ledwie muśnie go wiatr, a już go nie ma, i miejsce, gdzie był, już go nie poznaje.
A łaskawość Pańska na wieki wobec Jego czcicieli, a Jego sprawiedliwość nad synami synów,
nad tymi, którzy strzegą Jego przymierza i pamiętają, by pełnić Jego przykazania.
Pan w niebie tron swój ustawił, a swoim panowaniem obejmuje wszechświat.
Błogosławcie Pana, wszyscy Jego aniołowie, pełni mocy bohaterowie, wykonujący Jego rozkazy,
by słuchać głosu Jego słowa.
Błogosławcie Pana, wszystkie Jego zastępy, słudzy Jego, pełniący Jego wolę!
Błogosławcie Pana, wszystkie Jego dzieła, na każdym miejscu Jego panowania: błogosław, duszo moja, Pana!”


Czy Słowo Boże może nas kłamać? Nie! Słowo Boże jest prawdą. Tak jest napisane w psalmie: „Podstawą Twego słowa jest prawda, i wieczny jest każdy Twój sprawiedliwy wyrok” (PS 119,160). Psalm 103 ukazuje nam prawdę o Bożej miłości do człowieka. On naprawdę nie chce mojego nieszczęścia, ale pragnie abym był szczęśliwy i to szczęście mi daje. „Kluczem” do tego szczęścia jest zaufanie Jego miłości. Księga Wyjścia nam o tym mówi, jak bardzo silne jest Boże błogosławieństwo: „A Pan zstąpił w obłoku, i Mojżesz zatrzymał się koło Niego, i wypowiedział imię Jahwe. Przeszedł Pan przed jego oczyma i wołał: Jahwe, Jahwe, Bóg miłosierny i litościwy, cierpliwy, bogaty w łaskę i wierność, zachowujący swą łaskę w tysiączne pokolenia, przebaczający niegodziwość, niewierność, grzech, lecz nie pozostawiający go bez ukarania, ale zsyłający kary za niegodziwość ojców na synów i wnuków aż do trzeciego i czwartego pokolenia” (Wj 34,5-7).

Chciejmy sobie uświadomić jak bardzo błogosławieństwo góruje nad karą; 1000 to błogosławieństwo a 4 to kara. Jak 1000 góruje nad 4, tak Boże Błogosławieństwo góruje nad karą. Jest różnica między 1000 zł a 4 zł. Ta proporcja między błogosławieństwem a karą to kierunek naszej modlitwy o uzdrowienie. Nasza modlitwa ma być ukierunkowana ku błogosławieństwu. Na nim ma się koncentrować nasza uwaga. Istotą modlitwy o uzdrowienie międzypokoleniowe to wzywanie Bożego błogosławieństwa, nawrócenie i złamanie przekleństw, które wypływa z naszych pokoleń a dotyka nas i naszych rodzin. Jak mówi Słowo Boże, a konkretnie św. Paweł: „Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj” (Rz 12,21). Bezsensem byłoby bardziej zwracać uwagę na 4 niż na 1000. Ale niestety bardzo często zdarza się to w naszym życiu. Dajemy się wciągnąć w manipulacje zła, który pragnie abyśmy skoncentrowali się na nim a nie na Bogu. No i wtedy jesteśmy w pułapce.

Jezus dzisiaj wzywa nas wszystkich: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie” (Mt 11,28-30). To On, Jezus jest tym, który ma moc nas pokrzepić, uzdrowić i uwolnić. On jest Panem czasu, przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Oznacza to, że może uzdrawiać naszą przeszłość, teraźniejszość i chronić naszą przyszłość. Widząc cuda, jakie Jezus czyni w życiu wielu ludzi w czasie modlitw wstawienniczych, pragnę podzielić się z wami moim doświadczeniem modlitw o złamanie złych skutków wypływających z grzechów naszych pokoleń.

Tym, co skłania nas do podjęcia modlitwy o uzdrowienie międzypokoleniowe są problemy rodzinne. Mogą to być problemy przeróżne, począwszy od chorób fizycznych, psychicznych, czy duchowych. Zaczynamy szukać pomocy, bo coś nas niepokoi. Zgadza się to z ludowym powiedzeniem, „jak trwoga to do Boga”. Często powtarzam, żartując: Boże, proszę Cię o jak najwięcej trwóg, bo wtedy zawsze będziemy blisko Ciebie. Niestety nasza natura jest właśnie taka, że potrzebuje bodźców. No i Pan Bóg ich nam dostarcza. I muszę to stwierdzić, że Pan Bóg na każdego z nas ma sposób. Jeżeli nie chcemy słuchać Go po dobroci, wtedy stosuje metody inne, mniej przyjemne ale skuteczne. Jest to metoda marchewki i kija.
PRZYGOTOWANIE

Szczytem modlitwy uzdrowienia międzypokoleniowego jest Msza Święta. Ale zanim zostanie odprawiona trzeba naprawdę solidnego przygotowania ze strony rodziny, która jest zainteresowana taką modlitwą. Jak wygląda przygotowanie? Najpierw trzeba uzbroić się w cierpliwość!!!!!!! Z doświadczenia wiem, że wielu ludzi chciałoby natychmiastowego uzdrowienia, nawrócenia, uwolnienia. Najlepiej, żeby pogrążyli się we śnie, a później obudzili się w innej rzeczywistości wymarzonej przez siebie. W rzeczywistości wolnej od tego wszystkiego, co przykre. A najlepiej, gdyby odbyło się to bez ich udziału i wysiłku. Otóż, jeżeli takie macie marzenia, to lepiej od razu przestańcie czytać ten artykuł, bo na pewno nie dokonuje się to w ten sposób. Z drugiej jednak strony nie chciałbym ograniczać wszechmocy Boga. Najlepiej więc przyjąć wszystko to, co Pan Bóg nam daje. Pora już przejść do konkretów.

1. Zaangażowanie osób z rodziny. Ważne jest, by w modlitwę przed Mszą zaangażowana została cała rodzina, która chce prosić Boga o uzdrowienie międzypokoleniowe. Jeżeli nie wszyscy, to jak najwięcej osób. Z doświadczenia wiem, że nie wszyscy są zainteresowani taką modlitwą z różnych powodów, najczęstszym powodem to po prostu niewiara. Dlatego trzeba zaangażować te osoby, które chcą. Osoby, które włączą się w modlitwę powinny widzieć jej sens. Powinny tego chcieć i być gotowe podjąć wysiłek dla wyproszenia błogosławieństwa Bożego. Im więcej osób tym lepiej.

2. Sporządzenie listy problemów i osób do przemodlenia. Osobom zainteresowanym trzeba dobrze wytłumaczyć na czym ta modlitwa polega i do czego zmierza. Wiemy, że łatwiej jest zaakceptować pewne rzeczy, gdy się je rozumie. Dlatego prowadzący kapłan powinien zaprosić na spotkanie wszystkie osoby gotowe podjąć tę modlitwę, wyjaśnić konieczność modlitwy i sposób w jaki ona ma przebiegać. Ważną rzeczą jest, aby członkowie rodziny razem ustalili, o co należy się modlić, np. powtarzające się choroby, problemy duchowe (np. przekazywanie zdolności okultystycznych, zainteresowanie wróżbiarstwem, magią, spirytyzmem), choroby natury psychicznej (depresje, nerwice, schizofrenie), lub fizycznej, czy też problemy innej natury: alkoholizm, aborcje, kazirodztwo, przekleństwo, nienawiść, nieprzebaczenie, niezgoda w rodzinie, zemsta, krzywda ludzka, samobójstwa, morderstwa, rozwody, związki niesakramentalne itp. Następnie proponuję rozrysowanie drzewa genealogicznego do czwartego pokolenia, do osoby pradziadka. Jeżeli nie wiemy nic o naszych pradziadkach a nasza wiedza kończy się na dziadkach lub rodzicach, nie róbmy z tego problemu. Pan Bóg na pewno zna dobrze życie naszych przodków. Trzeba Jemu zaufać. To On uzdrawia. Jeżeli nic o nich nie wiemy, wystarczy po prostu w modlitwie polecić ich Bogu. Natomiast przy imionach konkretnych przodków, których życie jako tako znamy, wpisujemy problemy, grzechy czy przypadłości, jakich doświadczali, a które pojawiają się w naszej rodzinie również w chwili obecnej. Należy wypisać wszystkie problemy aż do chwili obecnej i wszystko przemodlić. Należy zrobić też plan przemadlania osób i problemów w sposób chronologiczny, aby osoby modlące się każdego dnia modliły się w tej samej intencji. Każda osoba zaangażowana w modlitwę taki plan powinna otrzymać. Ostatnim momentem w modlitwie jest przemodlenia osobistych problemów. Nie muszę o nich mówić innym. Jest to moja tajemnica. Na problem lub osobę do przemodlenia można poświęcić jeden dzień lub więcej. W zależności od potrzeby. Im więcej tym lepiej. Jak podzielić modlitwę? W sposób bardzo prosty. Na przykład, jeżeli jest zaangażowanych sześć osób, to każdej z nich należy przydzielić jeden dzień tygodnia (może też być więcej osób na jeden dzień). W dniu, gdy mamy „dyżur” pościmy o chlebie i wodzie, i uczestniczymy we Mszy świętej przyjmując Komunię świętą w wyznaczonej intencji przypadającej na dany dzień, oczywiście nie zaniedbując innych praktyk religijnych.

3. Jak ma wyglądać modlitwa osób zaangażowanych? Są to podstawowe i codzienne praktyki religijne w życiu każdego katolika:
- codzienny Różaniec (odmawiają wszystkie osoby tajemnice przypadającą na dany dzień. Oczywiście nie zapominajmy o codziennym pacierzu i innych modlitwach) ;
- codzienna Eucharystia (mogą uczestniczyć wszyscy, ale przede wszystkim ci, którzy mają „dyżur” w tym dniu, Komunię św. Przyjmujemy w intencji przypadającej na dany dzień);
- codzienna lektura Pisma świętego (każdego dnia rozważają wszyscy);
- post o chlebie i wodzie (każda osoba pości w wyznaczony dla siebie dniu. W niedziele i uroczystości nie pościmy);
- spowiedź (przed rozpoczęciem modlitwy o uzdrowienie, po bardzo dobrze zrobionym rachunku sumienia wszystkie osoby zainteresowane przystępują do spowiedzi. Najlepiej gdyby była to spowiedź z całego życia).

Chciałbym troszeczkę wytłumaczyć na czym ma polegać post. Wiemy, że umartwienie jest konieczne w naszym życiu, aby pokonać w nas pożądliwość oczu, pożądliwość ciała i pychę żywota (por. 1J 2,16). Umartwienie ma dotykać naszych zmysłów: wzroku, słuchu, smaku, dotyku, mowy. Przykład tego dał nam Jezus Chrystus przez czterdziestodniowy post (por. Mt 4, 1-11). Bezsilnym apostołom wobec złego ducha Jezus dał wskazówkę: „Ten zaś rodzaj złych duchów wyrzuca się tylko modlitwą i postem” (Mt 17,21). Nie lubimy się umartwiać. Opór wobec umartwienia wypływa z pokusy szatańskiej. Jemu post się nie podoba i dlatego kusi nas. Wie on, że post to wielka siła. On się postu boi. Dlaczego nie boimy się grzechu tak, jak boimy się postu? Gdy słyszymy stwierdzenie, wręcz nakaz – O CHLEBIE I WODZIE – to czujemy lęk. Ja nie wytrzymam. Ale post o chlebie i wodzie nie musi być taki straszny. Nic co czynimy dla Jezusa nie jest straszne. Post jest straszny wtedy, gdy go nie rozumiemy. Brak postu wypływa między innymi z pobłażania sobie, z lenistwa, ze słabej wiary, z braku pragnienia świętości. Proponuję pościć w ten sposób: na początku jeść tyle chleba, aby nie czuć głodu i pić tyle wody, aby nie czuć pragnienia. Zacznijcie pościć w ten sposób a przekonacie się, że w miarę poszczenia wzrasta łaska postu. Po pewnym czasie zobaczycie, że będziecie zdolni pościć bardzo surowo. Na początek sam post jakościowy jest wystarczającą ofiarą. Chodzi w nim przede wszystkim o to, by oddać chwałę Panu i umartwić nasze zmysły i pożądliwości. Oczywiście, jeżeli ktoś chce pościć więcej i surowiej nie można mu zabronić. Jeżeli ktoś nie może pościć z powodu choroby może podjąć inne umartwienia.

Pojawia się często problem osób żyjących w związkach niesakramentalnych. One też mogą się dołączyć do modlitwy, ale oczywiście z pewnymi ograniczeniami: nie mogą się spowiadać i przyjmować Komunii świętej (mogą przyjmować Komunię w sposób duchowy). Natomiast pozostałe praktyki powinny wykonywać z jeszcze większą gorliwością. Można także prosić o modlitwę inne osoby, z poza rodziny, np. Siostry Zakonne, czy osoby z grupy modlitewnej.

W czasie trwania modlitwy, osoby zaangażowane powinny być w ścisłym kontakcie z kapłanem prowadzącym oraz z sobą nawzajem, aby informować się o tym, co się dzieje. Z doświadczenia wiem, że w czasie trwania modlitwy mogą ujawniać się różne rzeczy, niekiedy dziwne, które należy skonsultować z kapłanem i z innymi osobami z rodziny. Bardzo często zdarza się tak, że w trakcie trwania modlitw trzeba przeprowadzać modlitwy wstawiennicze i o uwolnienie.

Zdaję sobie sprawę, że taka modlitwa jest wysiłkiem i poświęceniem, ale… No właśnie… ale… Czy bez wysiłku dokonało się nasze zbawienie? Nie! Nie ma zbawienia bez ofiary.

4. Udział kapłana. Powiem wprost. BEZ KAPŁANA NIE NALEŻY PODEJMOWAĆ TAKIEJ MODLITWY. Pozwolicie, że zostawię to bez komentarza.

EUCHARYSTIA
Msza święta, jak uczy Kościół to „źródło i szczyt Bożych łask”. Wiemy, że to żywy i prawdziwy Chrystus, który przychodzi do nas w swoim Ciele i Krwi. Znamy to dobrze ze Słowa Bożego: „I gdziekolwiek wchodził do wsi, do miast czy osad, kładli chorych na otwartych miejscach i prosili Go, żeby choć frędzli u Jego płaszcza mogli się dotknąć. A wszyscy, którzy się Go dotknęli, odzyskiwali zdrowie” (Mk 6,56). My w czasie Mszy świętej nie tylko dotykamy się frędzli u płaszcza Jezusa, nie tylko się Go dotykamy, ale Go spożywamy. Nie jest to więc jedynie akt zewnętrzny, ale także, i przede wszystkim wewnętrzny. Jezus jest we mnie. Czy potrzeba nam czegoś więcej? Zadam każdemu i każdej z czytających ten artykuł pytanie: CZY WIERZYSZ SŁOWU Z EWANGELII ŚW. MARKA? Jak należy dotykać się Jezusa? Z WIARĄ!!! Zapamiętaj to dobrze. Z WIARĄ!!! Z WIARĄ!!! Z WIARĄ!!! Z WIARĄ!!! Z WIARĄ!!!

Po przygotowaniu modlitewno – pokutnym trwającym tyle czasu, aby przemodlić dobrze wszystkie problemy, jest odprawiana Msza św. w intencji uzdrowienia międzypokoleniowego. Przychodzą na nią wszystkie osoby z rodziny zaangażowane w modlitwę. Przebiega ona jak każda inna Msza, z tym, że zaakcentowane zostają pewne momenty.

1. Przebaczenie – akt pokuty. Jest to doskonały moment do pojednania i przebaczenia w rodzinie. Przebaczeniem należy objąć także naszych przodków. Jest to dobry moment, aby prosić o przebaczenie Boga i innych ludzi. Jest to dobry moment, aby przebaczyć tym wszystkim, którzy nas skrzywdzili. Jest to dobry moment, aby przebaczyć sobie samemu. Jezus mocny nacisk w głoszeniu Ewangelii kładzie na przebaczenie i pojednanie. Wiele razy mówił o tym np. do św. Piotra, gdy każe mu przebaczać nie siedem ale siedemdziesiąt razy (por. Mt 18,22). Przebaczenie to wymóg Ewangelii. Wielu ludzi ma problemy z przebaczeniem. Warto zaznaczyć, że przebaczenie to proces, rozpoczyna się od decyzji naszej woli. Jego podstawą jest świadomość, że skoro Chrystus mi przebaczył, to i ja tego przebaczenia pragnę udzielić. Nawet jeśli sam nie mogę się na to zdobyć – mogę to uczynić w imię Jezusa, na mocy Jego przebaczenia. Należy jednak pamiętać, że w sferze emocjonalnej czy psychicznej pozostają zranienia, które mogą trwać wiele lat i być swoistą pokusą do odrzucenia przebaczenia. Też bardzo ważne jest, aby nie mieszać przebaczenia z zapomnieniem danej sytuacji. Przebaczyć wcale nie musi oznaczać zapomnieć, ale inaczej spojrzeć na daną sytuację i człowieka.

Bardzo ważne jest abyśmy umieli przyjąć przebaczenie, którego udziela nam Bóg. Z doświadczenia wiem, że łatwiej jest nam przebaczyć innym, gdy sami doświadczymy przebaczenia Bożego. Im bardziej przyjmiemy Boże przebaczenie, tym z większą łatwością potrafimy przebaczyć innym. Dlaczego? Bo budzi się w naszym sercu wdzięczność i pragniemy być podobni do Boga. Pragniemy obdarzać tym, co sami otrzymaliśmy. Gwarantuje każdemu i każdej z was, że wobec Boga bardziej zawiniliśmy niż inni ludzie wobec nas. On nam jednak przebacza. Dlaczego? Bo kocha. Gdy nie chcesz przebaczyć to pojawia się proste pytanie: Czy kochasz?

2. Odnowienie Przyrzeczeń Chrztu Świętego. Dokonuje się ono po przeczytaniu Ewangelii i homilii. Zgodnie ze słowami św. Pawła Słowo Boże odgrywa kluczową rolę w budzeniu w nas wiary: „Przeto wiara rodzi się z tego, co się słyszy, tym zaś, co się słyszy, jest słowo Chrystusa” (Rz 10,17). Dlatego odnowienie przyrzeczeń Chrztu Świętego jest naszą odpowiedzią Bogu. Wyrzekamy się w nim szatana, grzechu i tego co nas prowadzi do niego i wyznajemy wiarę w Trójcę Przenajświętszą i wiarę Kościoła. Odnowienie przyrzeczeń na nowo uświadamia nam, że jesteśmy świątyniami Boga i On w nas mieszka. Chrystus w Ewangelii nam przypomina: „Nikt nie może dwom panom służyć. Bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował; albo z jednym będzie trzymał, a drugim wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i Mamonie” (Mt 6,24). Dlatego wyrzekamy się wszelkiego zła, bo pragniemy służyć tylko Bogu. Św. Paweł idąc za myślą Chrystusa tłumaczy nam, co to oznacza „służyć Bogu”, i co to znaczy być dzieckiem Boga: „Czyż nie wiecie, że ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego, który w was jest, a którego macie od Boga, i że już nie należycie do samych siebie? Za wielką bowiem cenę zostaliście nabyci. Chwalcie więc Boga w waszym ciele!” (1Kor 6, 19-20). „Co wreszcie łączy świątynię Boga z bożkami? Bo my jesteśmy świątynią Boga żywego - według tego, co mówi Bóg: Zamieszkam z nimi i będę chodził wśród nich, i będę ich Bogiem, a oni będą moim ludem” (2Kor 6,16). Po tej krótkiej refleksji zadajmy sobie pytanie: Komu pragniemy służyć, a komu w rzeczywistości służymy? Aby ci ułatwić odpowiedź na to pytanie podpowiem ci: popatrz na swoje myśli słowa uczynki i pragnienia, popatrz na twoją modlitwę i życie sakramentalne, popatrz na posłuszeństwo Kościołowi, popatrz na przestrzeganie Przykazań i służbę drugiemu człowiekowi. Może ci to pomoże w odpowiedzi na pytanie: Komu służę?

3. Ofiarowanie. Dopomaga nam ono zrozumieć, że jesteśmy przez Boga zaproszeni do zbawiania świata. Jak możemy to zrobić? Mamy ofiarować na ołtarzu „owoc pracy rąk ludzkich” pod symbolami chleba i wina. „Owoc pracy rąk ludzkich” musimy rozumieć bardzo szeroko, jest to wszystko, co stanowi nasze życie, każdą dziedzinę, każdą osobę i sytuację, to, co dobre i to, co złe, po prostu wszystko. Wiemy, że Bóg jest „Alfa i Omega, Pierwszy i Ostatni, Początek i Koniec” (Ap 22,13). Do Niego należy czas i wszystko, do Niego należy przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, dlatego nasze ofiarowanie nie musi się ograniczyć jedynie do naszej obecnej sytuacji, ale możemy ofiarować nas, naszych bliskich i pokolenia przeszłe i skutki ich grzechów, które dotykają nas i dzisiaj. Czy Jezus na krzyżu zbawił tylko ludzi jego teraźniejszości? Nie! Zbawił wszystkich ludzi, wszystkich czasów i pokoleń. Naprawdę „w nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” (Dz 17,28). Uwierzcie w to! Tak mówi Słowo Boże.

4. Przeistoczenie. To najważniejszy moment we Mszy świętej. Zstępuje Duch Święty i dokonuje cudownej przemiany chleba w Ciało a wina w Krew Chrystusa. Przemienia „Owoc pracy rąk ludzkich”, a więc to wszystko, co złożyliśmy na ołtarzu w czasie ofiarowania. Im doskonalsze będzie nasze ofiarowanie tym owocniejsze będzie przeistoczenie. W czasie przeistoczenia Bóg przemienia także tych, którzy wierzą. Jesteśmy często w Ewangelii świadkami jak Jezus na wiarę ludzi odpowiada cudami: „Do setnika zaś Jezus rzekł: Idź, niech ci się stanie, jak uwierzyłeś. I o tej godzinie jego sługa odzyskał zdrowie” (Mt 8,13); „Wtedy Jezus jej odpowiedział: O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz! Od tej chwili jej córka była zdrowa” (Mt 15,28). Z Ewangelii też dowiadujemy się jaka jest przeszkoda, że Jezus nie może czynić cudów: „ Przyszedłszy do swego miasta rodzinnego, nauczał ich w synagodze, tak że byli zdumieni i pytali: Skąd u Niego ta mądrość i cuda? Czyż nie jest On synem cieśli? Czy Jego Matce nie jest na imię Mariam, a Jego braciom Jakub, Józef, Szymon i Juda? Także Jego siostry czy nie żyją wszystkie u nas? Skądże więc ma to wszystko? I powątpiewali o Nim. A Jezus rzekł do nich: Tylko w swojej ojczyźnie i w swoim domu może być prorok lekceważony. I niewiele zdziałał tam cudów, z powodu ich niedowiarstwa” (Mt 13, 54-58). „Powątpiewali o Nim”, dlatego „niewiele zdziałał tam cudów”. Nie bądźmy do nich podobni. Nie powątpiewajmy o Jezusie, bo spotka nas to samo.

5. Komunia święta. Przed przyjęciem Komunii św. uświadom sobie: czy wiesz kogo za chwilę przyjmiesz do swego serca? Dlatego przed Komunią należy najpierw modlić się o wiarę. Wołaj jak zrozpaczony ojciec chłopca: „ Jezus mu odrzekł: Jeśli możesz? Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy. Natychmiast ojciec chłopca zawołał: Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu!” (Mk 9,23-24). Ważną rzeczą jest zastanowienie się nad tym co mówimy przed Komunią: „Panie, nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie, ale powiedz tylko słowo a będzie uzdrowiona dusza moja”, czy Jezus nie chce dla nas dobra? Jezus mówi do nas ciągle słowo, chcę bądź uzdrowiony, bądź zbawiony. Czy Eucharystia sama z siebie nie mówi nam o tym? Przecież jest to „pokarm na życie wieczne” (por. J 6,54). Komunię św. Przyjmujemy w intencji wszystkich spraw i osób, które przemadlaliśmy. Bardzo ważne jest dziękczynienie po Komunii.

Po modlitwie po Komunii św. jest wystawienie Najświętszego Sakramentu. Przed Najświętszy Sakrament proszę po kolei wszystkie zgromadzone osoby na Mszy św., nad każdą modlę się modlitwą wstawienniczą i błogosławię Najświętszym Sakramentem. Na zakończenie udzielam jeszcze błogosławieństwa ogólnego Najświętszym Sakramentem, oczywiście dziękczynienie po Mszy świętej.

Może chcieli byśmy teraz powiedzieć: wszystkie sprawy mam załatwione i mam spokój. Otóż nie! Mamy modlić się dalej bardzo gorąco i żyć jak przykazał Pan Jezus, aby nie stało się to przed czym nas ostrzega w Ewangelii: „Gdy duch nieczysty opuści człowieka, błąka się po miejscach bezwodnych, szukając spoczynku. A gdy go nie znajduje, mówi: Wrócę do swego domu, skąd wyszedłem. Przychodzi i zastaje go wymiecionym i przyozdobionym. Wtedy idzie i bierze siedem innych duchów złośliwszych niż on sam; wchodzą i mieszkają tam. I stan późniejszy owego człowieka staje się gorszy niż poprzedni” (Łk 11, 24-26). Szatan nigdy tu na ziemi nie przestanie nas atakować i szukać sposobu, aby nas zniewolić dlatego „czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie. Duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe” (Mt 26,41).

Pokój i Dobro!


© http://www.jeruzalem.alleluja.pl