Święty Michał Archanioł

Zło1 - Homeopatia

1. Homeopatia a okultyzm

Twórcą homeopatii jest lekarz niemiecki dr Samuel Hahnemann (1755-1843).

W roku 1810 wydał on dzieło pt. "Organon rationelle Heilkunde", czyli "Nauka o konstrukcji sztuki lekarskiej", które doskonalił przez całe życie. W dziele tym sformułował nową metodę leczenia, mianowicie "leczenie podobnego przez podobne", tzn. chorobę o określonych objawach należy leczyć przez lek wywołujący podobne objawy. Nazwa "homeopatia" pochodzi od dwóch słów greckich: "homoion" (podobne) i "pathos" (cierpienie, ból). Metoda ta była sprzeczna ze współczesną medycyną, w dodatku Hahnemann ostro krytykował osiągnięcia medycyny konwencjonalnej. Nic więc dziwnego, że spotkał się z gwałtownym sprzeciwem lekarzy i farmaceutów. Nawet na pewien czas odebrano mu prawo leczenia, niemniej sława jego rosła, a z nią również tłumy pacjentów. Z czasem też znalazł zwolenników także wśród lekarzy.

W roku 1925 powstała Liga Medicorum Hemeopathica Internationalis, do której obecnie należą grupy lekarzy homeopatów z 30 państw. W Polsce od roku 1976 działa Towarzystwo Zwolenników Homeopatii Rzeczypospolitej Polskiej.Obecnie homeopatia wykładana jest na niektórych wyższych uczelniach, np. w Rosji, Francji, Niemczech, Szwajcarii, Hiszpanii i USA. W Niemczech 14 szpitali posiada oddziały homeopatyczne.

Według Hahnemanna każdy organizm posiada mechanizm samoregulujący "duchową zasadę żywotną" zwaną też "siłą żywotną" ściśle związaną z indywidualnym duchem, duszą i ciałem człowieka.

Robert Zawiślak (zwolennik homeopatii) w broszurze pt. "Podstawy Homeopatii klasycznej" (Kraków 1991, str 18) pisze: "Czym jest choroba? Istotą choroby jest chorobotwórcze zakłócenie siły żywotnej poprzez dynamicznie działające szkodliwe wpływy". O sile żywotnej Hahnemann pisze: "W stanie zdrowia podobna duchowej siła żywotna (dynamis) ożywiająca materialny organizm ludzki rządzi nim jako doskonały zwierzchnik. Utrzymuje ona odczuwanie i działalność wszystkich części żywego organizmu w harmonii, która zmusza do podziwu. Duch obdarzony rozumem, który zamieszkuje organizm, może wtedy swobodnie używać tego zdrowego, żywego narzędzia do osiągnięcia wzniosłego celu ludzkiego istnienia" (Organon, paragraf 9; Zawiślak str. 15).

Najważniejszą cechą siły żywotnej jest duchowość. Lekarz homeopata nie interesuje się chorobą, ale człowiekiem chorym, nie szuka przyczyn choroby, szuka jedynie substancji, która powoduje podobne objawy chorobowe. Przy czym, należy dodać, lek mający uzdrowić danego człowieka, musi być dostosowany nie tylko do objawów choroby, ale też do jego ducha, duszy i ciała. Leki homeopatyczne jako takie w oderwaniu od konkretnego chorego nie istnieją. Istnieją tylko środki lecznicze. Dr medycyny H.J. Bopp w książce "La Bonne Nouvelle", Olivet 1984) pisze: "By skonstatować absurdalność leczenia homeopatycznego, skorzystamy z przewodnika "Guide pratique d'homeopathe" J. Hodlera. Zgodnie z prawem podobieństw doradza on podanie Calculi renalis (kamienie nerkowe) CH9 choremu cierpiącemu na te właśnie kamienie nerkowe. Oczekuje się więc zniknięcia kamicy nerkowej i uleczenia chorego poprzez zastosowanie leku zawierający sproszkowany kamień nerkowy, rozpuszczony w stężeniu 1/1000000000000000000 (18 zer). Ten sposób leczenia staje się co najmniej niebezpieczny w wypadku choroby zakaźnej" (według Miłujcie się, nr 5-2003, str. 22).

Moc leku nie polega na jego skondensowaniu, lecz rozcieńczeniu, któremu towarzyszy potrząsanie. Elżbieta Cybulska w książce pt. "Tajemnice niekonwencjonalnej medycyny" (Gdynia 1991, str. 214) pisze: "Dawka substancji czynnej w leku jest bardzo mała, a rozpuszcza się ją przeważnie w alkoholu rozcieńczonym wodą. Rozpoczyna się od proporcji 1:10. Jedna dziesiąta substancji rozcieńczona jest dziewięcioma częściami alkoholu. Takie postępowanie określa się jako D-1. Już jednak w trzeciej fazie, a więc w D-3, w leku homeopatycznym znajduje się jedna tysiączna część pierwotnej substancji. Tego rodzaju rozcieńczenie może być wyobrażalne dla laika, ale np. przy D-10, czyli jeden do 10 miliardów można podziwiać stopień trudności takiego rozcieńczenia oraz precyzję wykonania. Co jednak powiedzieć o dawce D-25 i powyżej, kiedy z pierwotnej substancji nie pozostaje żadna drobina, nie można nawet stwierdzić śladu najmniejszej cząsteczki, a mimo to substancja działa leczniczo. Skąd w takim roztworze działanie lecznicze skoro nie ma w nim elementów czynnych? To pytanie, mimo wysiłku naukowców, pozostaje na razie bez odpowiedzi." Należy w tym wypadku zakwestionować samą zasadę homeopatii leczenia podobne przez podobne, ponieważ substancji wywołującej chorobę "podobną" tutaj w ogóle nie ma. Na każdym ze stopni rozcieńczenia roztwór zostaje dziesięciokrotnie potrzęsiony, a jeżeli jest to substancja stała, rozciera się ją w tyglu porcelanowym przez jedną godzinę. Leki mają postać roztworu, proszku lub tabletek.

W jakim celu lekiem się potrząsa lub go się rozciera? Chodzi o potencjalizację lub dynamizację. Oto, co Hahnemann pisze na ten temat: "homeopatyczny system medyczny rozwija dla swojego własnego, specjalnego użytku, do stopnia, o jakim dotąd nie słyszano, podobne duchowym moce lecznicze surowych substancji za pomocą właściwego sobie procesu, którego nigdy wcześniej nie próbowano, a który powoduje, że substancje stają się niezmiernie i głęboko czynne oraz skuteczne leczniczo, nawet te, które w stanie surowym nie wykazują najmniejszej mocy leczniczej w ludzkim ciele. (.) Ta szczególna zmiana w jakościach ciał naturalnych rozwija uśpione, przez to nie postrzegane, jakby spoczywające w ukryciu, dynamiczne (.) moce, które wpływają na zasadę życia, oddziałują na żywotność. Jest to osiągane przez mechaniczną czynność wywartą na najmniejsze cząsteczki za pomocą rozcierania i wstrząsania i poprzez dodawanie niezróżnicowanej substancji, suchej lub płynnej, która rozdziela jedne od drugich. Ten proces nazywany jest dynamizacją albo potencjonowaniem (rozwojem mocy leczniczej), a jego wytworami są dynamizacje lub potencje różnych stopni" ("Organon" paragraf 269, według Zawiślak, str. 30).

Innymi słowy lek homeopatyczny (właściwie czysty rozcieńczony alkohol, bo leku już w nim nie ma) nabiera przez potrząsanie właściwości "duchowej". Zresztą musi mieć właściwości duchowe, ponieważ ma wpłynąć na siłę żywotną, która ma cechy duchowe. Niektóre pomysły Hahnemanna medycyna naukowa uważa wprost za śmieszne, np. że siedem ósmych wszystkich chorób chronicznych spowodowanych jest przez "Psora", czyli "wewnętrzny świerzb". Występuje on ze szczególną złością, kiedy zabiera się jej zewnętrzną oznakę zła zamieszkującego wewnątrz wysypkę. Wszelkim przewlekle chorym Hahnemann aplikował wewnętrznie homeopatyczny roztwór siarki raz na 30 do 50 dni. Zwolennicy homeopatii chętnie odwołują się do praktyki szczepień ochronnych, gdzie rzeczywiście stosowana jest zasada podobne przez podobne. Ale nie mają racji. Aby ochronić przed ospą wstrzykuje się pod skórę osłabione zarazki ospy.

Organizm danego człowieka łatwo je zwalcza i jednocześnie uodparnia się na ospę. W przypadku homeopatii chodzi nie o uodpornienie, lecz wyleczenie: zarazki ospy mają zabić zarazki ospy. Poza tym w leku homeopatycznym prawie nie ma lub w ogóle nie ma owej substancji mającej leczyć np. ospę. Absurdalne jest leczenie podobne przez podobne, rozcieńczanie leku do jego całkowitego zaniku, uwalnianie mocy leczniczej przez potrząsanie, a jednak często wyniki leczenia są pozytywne.

Prezes Narodowego Związku Francuskich Lekarzy Homeopatów dr F. Buraud twierdzi: "Ośmieszyć doktrynę homeopatii jest bardzo łatwo. Ale istnieją przecież liczne próby kliniczne potwierdzające wartość tego sposobu leczenia" (wg Cybulskiej, str. 214) Na jakiej naprawdę zasadzie leczy homeopatia?

Przypomnę zacytowane już zdanie Ewy Cybulskiej autorki książki o medycynie niekonwencjonalnej: "To pytanie, mimo wysiłku naukowców, pozostaje na razie bez odpowiedzi." Literatura naukowa medyczna nie traktuje homeopatii poważnie. Nieliczne wydawnictwa, które zamieszczają prace na ten temat są finansowane przez francuskie laboratoria Boiron i Dolisos producentów leków homeopatycznych. W homeopatię jako metodę leczenia należy po prostu wierzyć, gdyż naukowo nie da się jej uzasadnić. Warto wspomnieć, że na międzynarodowym kongresie homeopatii w Mantreux w roku 1960 kilkuset lekarzy homeopatów stwierdziło, że "Organon" Hahnemanna jest dla homeopaty tym, czym Biblia dla chrześcijanina. Wiemy, że prawd biblijnych nie trzeba uzasadniać, trzeba w nie wierzyć.

Hahnemann jak i jego zwolennicy chętnie posługują się terminologią z dziedziny wiary religijnej lub ezoteryzmu jak: duchowa siła życiowa, harmonia z energią świata, ciało eteryczne itd. Homeopata J. Angerer potencjalizację nazywa "świętym aktem": "W świętym akcie potencjalizacji moc ozdrowieńcza wyzwala się z więzów struktur ziemskich i przywraca w chorym organizmie harmonię" (według. Pfeifer, Czy zdrowie.str. 90). Nie jest to język medycyny: "moc ozdrowieńcza", "struktury ziemskie". Jeden z najbardziej znanych homeopatów w Szwajcarii dr Adolf Voegeli w artykule na temat działania homeopatii opublikowanym w "Zeitschrift fur Klassiche Homeopatie" (t.3, nr 3, 1959) pisze, że działanie leków homeopatycznych wyższych potencji ma naturę duchową, i że najlepiej je wyjaśnia hinduistyczna filozofia Sankhya. Według niej człowiek posiada oprócz znanego nam ciała również ciało eteryczne ze specjalnym systemem przekazu energii. Leki homeopatyczne działają bardzo skutecznie właśnie na ten system. Voegeli pisze także o innym systemie energety-cznym człowieka, sterującym odczuciami - ciele astralnym. Według Samuela Pfeifera, autora książki "Czy zdrowie za wszelką cenę? Medycyna alternatywna a wiara chrześcijańska" (Wrocław 1994) filozofia, która stoi za homeopatią, jest we wszystkich elementach przeniknięta koncepcjami hinduistycznymi i buddyjskimi.

Wspomniany dr Bopp nie ma wątpliwości, że homeopatia spokrewniona jest z okultyzmem. Sam zresztą Hahnemann twierdził, że zasady swojej metody leczenia zostały mu przekazane podczas seansu spirytystycznego. Hahnemann już w młodości przystąpił do wolnomularzy. Jezusa nazywał on "Arcyfantastą", natomiast zachwycał się Konfucjuszem. W jednym ze swoich listów pisze o Konfucjuszu: "Można tu wyczytać boską mądrość, bez otoczki cudów i bez zabobonów. Ważnym znakiem czasu jest to, że możemy teraz u nas czytać Konfucjusza. Już wkrótce, w królestwie szczęśliwych duchów, uścisną tego dobroczyńcę ludzkości, który wskazał nam prostą drogę do mądrości i prowadził do Boga, już 650 lat przed Arcyfantastą" (według S. Pfeifera, str. 88). W miarę rozwijania swojej metody leczenia Hahnemann coraz bardziej się zmieniał, stawał się niecierpliwy, wybuchowy. Nad nim i nad jego rodziną zawisło jakieś potężne zło. Małżeństwa trzech córek rozpadły się, dwie jego córki zostały zamordowane w tajemniczy sposób. Jedna z córek zmarła w wieku 30 lat. Jedyny jego syn opuścił żonę i dziecko, i zaginął. Biograf Fritsche nie zawahał się napisać, że Hahnemann przekazał synowi coś ze swojej demoniczności. Homeopatia, tak jak to bywa z ruchami religijnymi, podzieliła się na kilka nurtów. Do pierwszego nurtu można zaliczyć tych, którzy "odmitologizowali" homeopatię i nie podają skrajnie rozcieńczonych ani ładowanych kosmicznie substancji. Do drugiego nurtu można zaliczyć tych, którzy zgadzają się, że Hahnemann w pewnych wypadkach się pomylił i starają się homeopatię uzasadnić naukowo (niestety, bez skutku). Do trzeciego nurtu należą homeopaci, którzy ślepo wierzą swojemu mistrzowi i ci jednocześnie przyznają się otwarcie do wiary w astrologię i praktykują spirytyzm.

Homeopaci w celu znalezienia nowego leku nie pomijają takich metod jak seanse spirytystyczne i wahadełka. Bardzo przydatne są w tym wypadku osoby medialne. Któż to jest? Według okultystów są to osoby o szczególnej wrażliwości na promieniowanie energetyczne ciała ludzkiego i w ogóle różnych materiałów. Ale, uwaga! Kurt Koch zwolennik homeopatii pisze: "Medialność sąsiaduje przeważnie z grzechami czarów. Jeśli przodkowie w trzecim a nawet czwartym pokoleniu byli spirytystami lub magami albo uprawiali inne formy sztuk okultystycznych, ich potomkowie zwykle posiadają zdolności medialne. Wrażliwość na różdżkę i reakcję wahadła są zdolnościami medialnymi" (według Pfeifer, str. 93).W piśmie parafialnym "Wspólnota Przymorska" z października 2002 roku znalazłem interesującą notatkę sporządzoną na podstawie świadectwa osoby, która pracowała w laboratorium homeopatycznym we Francji. Osoba ta powiedziała, że przed przyjęciem do pracy w laboratorium jego poprzedni dyrektor i fundator pytał ją, pod jakim znakiem astrologicznym jest urodzona, co wie na temat astrologii i czy jest medium spirytystycznym. Ponieważ padła odpowiedź twierdząca, powierzył jej sekret praktyk laboratorium. Nowe leki poszukiwane są w trakcie seansów spirytystycznych za pośrednictwem osób obdarzonych siłami okultystycznymi. Obecnie osoba dająca świadectwo stała się chrześcijanką, odwróciła się od wszelkich praktyk okultystycznych, a także od homeopatii.

Wahadełkiem posługują się niekiedy także lekarze homeopaci w znalezieniu odpowiedniego leku dla konkretnego pacjenta. Homeopata były pastor Bolte w swojej książce "Von der Pendelvorschung zur Wunderheilung" (Od badań z wahadłem do cudownego uzdrowienia) pisze, że dla znalezienia leku siada przy biurku z wahadłem i bierze do ręki listę Schwabego środków homeopatycznych (według Pfeifer, str. 99). Ów Bolte zapewnia, że potrafi nawet duchową mocą leczniczą przeciw określonym chorobom naładować alkohol znajdujący się w butelce. Ma całe skrzyneczki buteleczek takich homeopatycznych leków.

Samuel Pfeifer nie chce homeopatię zaliczyć do metod leczenia okultystycznych, ale zwraca uwagę, że wśród homeopatów nie brak takich, którzy posługują się okultyzmem, i że niektóre leki homeopatyczne mogą być "wzmacniane" praktykami okultystycznymi. Dużą rolę destrukcyjną może tutaj odgrywać wiara pacjenta w nadnaturalne, kosmiczne moce lecznicze homeopatii. Dr Bopp, jak już wspomnieliśmy, zdecydowanie łączy homeopatię z okultyzmem. Uważa on, że homeopatia jest niebezpieczna. Jest całkowicie sprzeczna z nauczaniem Słowa Bożego. Stosuje bowiem substancje zdynamizowane czyli po prostu obciążone ładunkiem okultystycznym. Leczenie homeopatią jest owocem przyjęcia filozofii i religii hinduizmu, panteizmu i ezoteryzmu. Tajemne działanie homeopatii przenosi się na chorego i poddaje go wpływowi złego ducha. Poprawie zdrowia fizycznego może towarzyszyć kryzys psychiczny oraz kryzys w życiu religijnym.

ks. dr hab. Andrzej Kowalczyk


 

Artykuł Natalii Budzyńskiej


Ks. Tomasz Jaklewicz

Piszę do Was z nadzieją, że pomożecie mi w wyjaśnieniu nurtującego mnie problemu. Przyznam, że korzystam z porad dr homeopatki i leczenie okazuje się skuteczne. Ale dowiedziałam się od córki, która wróciła z rekolekcji, że homeopatia ma związek z satanizmem i przyjmowanie tych ”lekarstw” wpływa niekorzystnie na podświadomość, wzbudzając niepokoje itp. (...) Środki homeopatyczne są wyciągami z roślin i ziół. Ich działanie jest logiczne - pobudzić siły obronne organizmu. Tak też działają szczepionki. A zioła są składnikami wielu lekarstw. Nie rozumiem więc dlaczego to, co jest dobre dla ludzi, pomaga, leczy i nie szkodzi - jest złe (...).

Problem poruszony w liście naszej Czytelniczki ma szerszy zasięg. Leki homeopatyczne są powszechnie dostępne w aptekach. Część lekarzy praktykuje homeopatię. Swoje usługi oferują domorośli homeopaci bez dyplomu lekarskiego. Temat stał się modny w mediach.

Zdania na temat homeopatii są podzielone. Wśród pacjentów, wśród lekarzy i wśród duchownych. Sformułowanie racjonalnej opinii, zgodnej z chrześcijańskim światopoglądem nie jest proste.

 

Wobec homeopatii medycyna zachodnia jest bezradna
  Leki homeopatyczne są wciąż bardzo popularne mimo, iż medycyna konwencjonalna wypowiada się sceptycznie wobec ich działania. Tak naprawdę ten spór ma znacznie większy zasięg i nie ogranicza się tylko do płaszczyzny naukowej, ale także do sfery ducha. Czy środki homeopatyczne działają czy nie? A jeśli działają, to na co?
NATALIA BUDZYŃSKA 2004-07-01
  Leczenie za pomocą homeopatii ma coraz szerszy zasięg, co więcej, stosowanie „kuleczek” stało się już całkiem normalne i nie widzimy nic dziwnego w tym, że farmaceuta w zwykłej aptece proponuje nam oprócz normalnych leków chemicznych lub roślinnych także środek homeopatyczny. Można śmiało powiedzieć, że co druga osoba z kręgu naszych znajomych połknęła przynajmniej raz taki lek, a każdy z nas zna na pewno kogoś, kto leczy u lekarza homeopaty siebie lub swoje dzieci. Lekarz homeopata jest uznawany za mędrca i niezwykle szanowany, w każdym większym mieście jego nazwisko jest znane i powtarzane z czcią, a czekanie na pierwszą wizytę może trwać nawet parę tygodni. Dlaczego tak jest i czego szukamy w leczeniu środkiem, o którym nic nie wiadomo? Być może sprawia to przekonanie, że lek homeopatyczny przede wszystkim nie szkodzi, więc jest bezpieczny w odróżnieniu od leków konwencjonalnych, które mają całą listę skutków ubocznych. Od lekarzy natomiast oczekujemy czegoś więcej niż mechanicznego wypisania recepty, a dobry lekarz homeopata oferuje nam dwugodzinną rozmowę na różne tematy dotyczące naszej osoby. Poza tym wiele osób jest przekonanych i śmiało o tym świadczy, że homeopatia działa. Nauka temu przeczy porównując jej działanie do efektu placebo, zaś osoby duchowne przestrzegają przed tym działaniem twierdząc, że stosowanie homeopatii jest związane ze światopoglądem, który kłóci się z chrześcijaństwem. Jeśli takie niebezpieczeństwo istnieje, to warto swoją wiedzę na temat homeopatii zweryfikować.
 Vis vitalis
 Hipokrates ustanowił dwie metody leczenia: zasadę przeciwieństw oraz zasadę podobieństw. Ta pierwsza jest podstawą medycyny klasycznej i najprościej można opisać ją w ten sposób: cierpiącemu na biegunkę podajemy lek wywołujący zaparcie. Natomiast zasadę podobieństw upodobał sobie Samuel Hahnemann, twórca homeopatii (gr. homoios – podobieństwo, pathos – ból). Urodził się w 1755 roku w Miśni, studiował medycynę w Lipsku, Wiedniu i Erlangen. Lata spędzone w Lipsku były bardzo trudne, z biedy zajmował się tłumaczeniem dzieł naukowych i pod wpływem jednego z nich rozpoczął eksperymenty na sobie samym z chininą – środkiem przeciwko malarii, a później z innymi. Wtedy to wyprowadził następujące prawo: Similia similibus curantur (podobne leczone przez podobne). Leczenie wg niego polega na podawaniu chorym środków, które u człowieka zdrowego powodują objawy leczonej choroby. A więc jeśli ktoś ma gorączkę otrzymuje środek, który gorączkę u zdrowej osoby wywołuje, tyle, że podaje się go w jak największym rozcieńczeniu. Liczba rozcieńczeń jest w homeopatii niezwykle istotna i do dziś podawana na opakowaniach obok nazwy specyfiku: CH30, CH100 a nawet więcej. Hahnemann wypróbował na sobie samym około 60 substancji, po czym wydał w 1810 roku książkę uważaną do dziś za najważniejsze dzieło homeopatii: „Organon sztuki leczenia”. Hahnemann uważa człowieka za byt trójdzielny, który składa się z: woli i myśli, ciała materialnego oraz z energii witalnej – vis vitalis – która rządzi ciałem, jest niezdolna do refleksji i nie posiada pamięci. Właśnie jej rozstrojenie jest powodem choroby, a zatem lekarstwo powinno działać właśnie na energię witalną. Siła oddziaływania leku wg Hahnemanna wzrasta z kolejnym rozcieńczeniem, proces ten nazywany jest potencjalizacją. Polega on na powtarzanych przy każdym rozcieńczeniu wstrząśnięciach, które wyzwalają niewidzialną moc substancji. Zadaniem homeopaty nie jest poszukiwanie choroby organicznej w konkretnej części ciała, tylko znalezienie lekarstwa, które odpowiadałoby objawom choroby. Wobec tego wizyta musi trwać długo, aby można było uzyskać jak najwięcej informacji o pacjencie włączając w to informacje np. na temat temperamentu chorego i znaku zodiaku. Tylko wtedy możliwe jest wyleczenie środkami specjalnie przystosowanymi do danej osoby.
 Pamięć wody
 Wobec homeopatii medycyna zachodnia jest bezradna, nadal nie zdołano wyjaśnić w sposób naukowy działania jej mechanizmów. Weźmy sam proces rozcieńczania. Hahnemann wyznaje zasadę nieskończonego pomniejszania, wg której lek przygotowany jest przez szereg kolejnych rozcieńczeń. Np. roztwór oznaczony symbolem D1 otrzymuje się pobierając 1 kroplę z nalewki macierzystej i mieszając ją z 9 kroplami cieczy. Jeśli teraz z tej mieszanki weźmiemy 1 kroplę i zmieszamy z kolejnymi 9 kroplami cieczy neutralnej to otrzymamy roztwór D2. To jest skala dziesiętna, a skala setna polega na wymieszaniu 1 kropli nalewki macierzystej z 99 kroplami cieczy, jedna kropla takiego pierwszego roztworu wymieszana z 99 kroplami cieczy daje drugi roztwór czyli CH2 (lub C2). Naukowcom nie jest trudno dowieść, że gdyby potraktować w ten sposób np. sól kuchenną (NaCl), to w rozcieńczeniu CH12 nie da się znaleźć ani jednej cząsteczki tego związku.
Powszechnie stosowany na grypę lek oscillococcinum rozcieńczony jest w ten sposób 200 razy (a substancją wyjściową jest... ekstrakt z wątroby i serca dzikiej kaczki). Homeopaci często powołują się na badania naukowe (finansowane niemal wyłącznie przez francuskie laboratoria Boiron i Dolisos produkujące leki homeopatyczne), które miałyby potwierdzić skuteczność ich terapii. Prawda jest taka, że żaden niezależny naukowiec nigdy nie potwierdził ich wyników. Publikowane w ostatnich latach wyniki badań przeprowadzanych nad efektywnością działania leków homeopatycznych w pismach „Nature” i „British Medical Journal” twierdzą, że nie jest ono większe niż tzw. efekt placebo. Badania te przeprowadzano metodą podwójnej ślepej próby, to znaczy, że lekarze przygotowujący leki nie wiedzieli, który pacjent dostaje lek, a który placebo. Nie wiedzieli tego również pacjenci, a w przypadku obserwacji dzieci między 2-4 rokiem życia chorujących na nawracające zapalenia górnych dróg oddechowych, nie zdawały sobie one w ogóle sprawy z tego, że biorą udział w jakimś eksperymencie. Jedyne znane badania wykazujące ponoć skuteczność substancji wysoko rozcieńczonych przeprowadził dr Jacques Benveniste pracujący w poważnej instytucji francuskiej INSERM. Benveniste stworzył teorię „pamięci wody”, uznając, że w „krystalicznej strukturze wody zostają zapamiętane kształty rozcieńczanych cząsteczek i to wystarcza do ich działania”. Zaproponował „Nature” opublikowanie wyników, jednak redakcja postanowiła zweryfikować jego dane. Badania zostały powtórzone przez niezależnych naukowców w Anglii i Holandii i nie potwierdziły rewelacji Benvenista, jednak Dolisos Laboratoires wciąż się na nie powołuje.
 Parareligia
 Biografowie Hahnemanna: Richard Haehl i Thomas Bradford piszą, że w czasie, gdy ten opublikował swoje dzieło „Organon”, uważany był wręcz za mistrza okultyzmu. Należał do loży masońskiej w Sibiu w Transylwanii, która zajmowała się głównie naukami tajemnymi. Związał się z religiami wschodnimi, a nazywając Chrystusa Arcyfantastą za wzór do naśladowania przyjął Konfucjusza. Zresztą sam odkrywca twierdził, ze to podczas seansu spirytystycznego doznał objawienia, iż „choroba to tylko duchowy, dynamiczny rozstrój”. W 1960 roku na międzynarodowym kongresie homeopatów w Montreux kilkuset lekarzy stwierdziło, że „Organon” jest dla homeopaty tym, czym Biblia dla chrześcijanina. Zachęcani są do medytowania nad tym „dziełem”, bo tylko wtedy można przeniknąć ducha tej książki.
 O oddzieleniu homeopatii od medycyny zachodniej zadecydowały także ezoteryczne próby wyjaśnienia mechanizmów jej działania. Bo czym wreszcie jest vis vitalis i jaka energia jest wzbudzana podczas potencjalizacji? To energie niewiadomego pochodzenia, które „widzą” i potrafią zmierzyć jedynie wybrani – osoby mediumiczne, często zatrudniane i dzisiaj przez niektóre koncerny produkujące na dużą skalę leki homeopatyczne. Jeśli więc homeopatia działa, to na poziomie niemożliwym do zmierzenia, na poziomie duchowym. A jeżeli owa energia nie pochodzi od Boga to od kogo? W najnowszej książce „Homeopatia” wydanej przez Polwen i Frondę jej autor Robert Tekieli przywołuje słowa warszawskiego egzorcysty ks. Jana Szymborskiego, który zauważył specyficzną sekwencję objawów wywołanych kontaktem z homeopatią: brak radości i pokoju, brak poczucia sensu życia, nieuzasadniony niepokój oraz zniechęcenie.
 Nikt uzdrowień spowodowanych środkami homeopatycznymi nie neguje, ale warto przypomnieć słowa Jezusa, które mogą być potraktowane jako przestroga dla każdego chrześcijanina: „Powstaną bowiem fałszywi mesjasze i fałszywi prorocy i działać będą wielkie znaki i cuda, by w błąd wprowadzić, jeżeli to możliwe, także wybranych” (Mt 24,24)
 NATALIA BUDZYŃSKA

Robert Tekieli

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Homeopatia to nie medycyna

Wykładowca mówił o jakiejś kuli energetycznej, która jest tym większa, im mniejsze jest stężenie leku. Ta kula energetyczna może mieć średnicę do dziewięciu metrów, zatem człowiek, zażywający specyfik homeopatyczny, chodzi sobie i w jego otoczeniu mogą się dziać rzeczy, których nie kontroluje, bo zażywa specyfik działający na całe otoczenie...
Substancje sprzedawane w aptekach, to jest glukoza nasączona „potencją”: energią niewiadomego pochodzenia...


Homeopatia leczy, jest cudowną, naturalną metodą, nie truje organizmu jak cała ta chemia oficjalnej medycyny. Dzięki swej „łagodności” szczególnie wskazana jest dla dzieci...

Jeszcze przed siedmioma laty myślałem w ten sposób. I nagle słyszę: moc lecznicza leków homeopatycznych pochodzi z ich potrząsania... Dajcie spokój. Jaka potencja? Jaka kula? Jaka energia? O co chodzi?

Ludzie wracający z wykładów i kursów uczących homeopatii opowiadają, że wykłada się tam właśnie takie nieprawdopodobne rzeczy. Leki homeopatyczne sprzedawane są w aptekach w wielu krajach świata. Czy farmaceuci wiedzą co sprzedają? Czym właściwie jest homeopatia?

Musiałam zawiesić wiedzę medyczną

Przeczytajcie Państwo ciąg dalszy świadectwa, które zacząłem cytować na początku.

Doktor Agnieszka Pokora, pediatra: „– Na początku lat dziewięćdziesiątych, akurat byłam w gorszym stanie psychicznym, robiłam specjalizację z pediatrii, i koleżanka z pracy mówi: ‘słuchaj, teraz jest kurs homeopatii, to by mogło być fajne, bo dzieci można by leczyć, nie tylko antybiotykami ciągle...’. Zachęciła mnie. Byłam na kursie, odbyłam kilka etapów, zdałam egzamin końcowy, międzynarodowy egzamin homeopatii. Później jeszcze uczestniczyłam w kilku konferencjach, które były organizowane jako konferencje naukowe... Dziś myślę, że to są w sumie pseudonaukowe wszystko rzeczy... Chociaż jest próba ujęcia homeopatii jako nauki i są badania robione z placebo... Nawet kliniki są homeopatyczne, szczególnie we Francji to jest rozwinięte...

Kiedy się uczyłam homeopatii, nie rozumiałam jej. Uczyłam się na pamięć objawów, symptomów, działania leków, próbowałam to jakoś połączyć ze swoją wiedzą medyczną, ale nie udawało mi się, mój umysł tego nie przyjmował.

Dziś sądzę, że nie trzeba nawet dążyć, by homeopatię dokładnie zrozumieć, dlatego że normalnym umysłem nie jesteśmy w stanie jej zrozumieć, bo to jest tak podane, żeby tego nie zrozumieć...

Homeopatia jest wiedzą, która nie opiera się na medycynie, na nauce medycznej, tylko jest jakby wzięta z innego świata zupełnie. W sensie nowożytnym to nie jest nauka.”
Doktor Agnieszka Pokora ucząc się zasad homeopatii musiała zawiesić swoją akademicką wiedzę medyczną. Wiedzą z jakiego świata jest zatem homeopatia?

Encyklopedia PWN pisze o niej: „Metoda leczenia polegająca na stosowaniu w terapii środków szkodliwych, ale podanych w bardzo małych, rozcieńczonych dawkach”.

Rozszerzmy trochę tę definicję. Zajrzyjmy do wydanej w 2002 roku Encyklopedii Białych Plam, autorem hasła jest ojciec Aleksander Posacki: „Homeopatia. Metoda leczenia zaliczana do medycyny niekonwencjonalnej, naturalnej, alternatywnej; nazwa [...] używana od 1807, pierwotnie odnosiła się do metody opracowanej 1790-1843 przez niem. lekarza Samuela Friedricha Christiana Hahnemanna (1755-1843). Homeopatia klasyczna (hahnemannowska) opiera się na zasadach 1. podobieństwa, 2. jednego środka leczniczego, 3. najmniejszej dawki, 4. spotęgowania (potencjalizacji) siły leczniczej” (Po, s. 60).

Kilka słów o zasadzie podobieństwa. W leczeniu podobnego podobnym, chodzi o stosowanie rozcieńczonych środków, które w większym stężeniu powodują objawy podobne do objawów danej choroby.

Ta charakterystyczna dla homeopatii myśl, jest dokładnym zaprzeczeniem zasady stosowanej w nowożytnej medycynie akademickiej, gdzie zaparcie leczy się środkiem powodującym biegunkę. Homeopata zaparcie będzie leczył środkiem wywołującym zaparcie, tyle tylko, że go mocno rozcieńczy.

Część homeopatów nie jest lekarzami

Część homeopatów nie jest lekarzami. To brzmi dość niepokojąco. Zobaczmy kto zostaje homeopatą? Mam przed sobą książkę Homeopatia praktyczna Eugenii Choińskiej, na okładce informacja, że studiowała ona pedagogikę i ukończyła Państwowy Instytut Robót Ręcznych. Hm, w ten sposób twierdzenie doktor Agnieszki, że homeopatia nie jest medycyną, nabiera dla mnie trochę konkretniejszego znaczenia.

Homeopatia jest potocznie kojarzona z medycyną zachodnią, z nowożytną nauką, czy jednak jest to dobre skojarzenie?

Jak wykazał profesor Andrzej Stanczak w literaturze medycznej w czasie ostatnich 30 lat artykuły o tematyce homeopatycznej pojawiały się niezbyt często, największa baza danych czasopiśmiennictwa dotyczącego nauk biomedycznych, baza Medline, utworzona w 1966 roku i aktualizowana przez U.S. National Library of Medicine w USA, zawierająca 8,7 miliona bibliotecznych odnośników-rekordów z ponad 3,6 tysięcy tytułów czasopism oraz wybrane monografie z kongresów i sympozjów naukowych, na temat homeopatii do 2000 roku zarejestrowała jedynie 1328 odnośników. Z czego tylko część pochodziła z renomowanych czasopism medycznych, reszta z czasopism związanych z medycyną alternatywną.

Z tych i innych danych przytaczanych przez różnych autorów wynika, że homeopatia była dotąd na całkowitym marginesie medycyny klasycznej, akademickiej.
Jest mało badań naukowych nad homeopatią, zarówno laboratoryjnych, jak i klinicznych. Wygląda na to, że homeopatia jest przez dużą część lekarzy jedynie tolerowana. Przez większość lekarzy dlatego jedynie, iż uważają specyfiki homeopatyczne za placebo. Za środek absolutnie neutralny dla organizmu, ale przyjmowany z wiarą w uleczenie, u części pacjentów to wyleczenie powodujący.

Niektórzy niemieckojęzyczni naukowcy (m.in. profesor Otto Prokop, były homeopata profesor Fritz Donner czy profesor Werner Dutz) posuwają się dalej i odrzucają homeopatię jako naukę medyczną. Dutz: „Homeopatia to Voodoo. To mogą o niej powiedzieć lekarze. Nad tym, co można sądzić o niej światopoglądowo, muszą sobie łamać głowę księża, to nie jest zadanie medycyny” (cytat za: Pi, s.133).

Zwolennicy homeopatii często twierdzą, iż do jej odrzucenia prowadzi tylko brak znajomości rzeczy, jak widać tak nie jest.

Nie ma a działa

Wróćmy do mojej rozmowy z doktor Agnieszką Pokorą:

„– Później był okres, kiedy stosowałam homeopatię, również wśród pacjentów w miejscu, gdzie pracowałam, co było nawet śmieszne dla otoczenia. Byłam bowiem jedną z pierwszych osób, która stosowała homeopatię w moim środowisku, później inne osoby zaczęły ją stosować, kiedy ja już ją porzuciłam.

– Czyli tu jeszcze dochodzi duma pioniera...

– Właściwie, to nie jestem z tego powodu dumna.

– Ale ja mówię o tamtym czasie...

– W tamtym czasie, tak... to był jeden z pierwszych kursów, który się odbył w Warszawie... I taka jest droga mojego wejścia w homeopatię. To jeszcze było wszystko przed tą sytuacją z rekolekcjami, ze Szkołą Ewangelizacji...”

Teraz parę słów koniecznych wyjaśnień przed następną częścią naszego świadectwa.

Są dwa sposoby oznaczania rozcieńczenia specyfiku homeopatycznego. Według systemu dziesiętnego oznaczonego D (decymalny) oraz setnego oznaczonego C (centymalny).

Popatrzmy na ten drugi sposób oznaczania rozcieńczeń.

Pierwsze rozcieńczenie C1, osiąga się przez zmieszanie jednej części specyfiku z 99. częściami rozpuszczalnika. Rozcieńczenie to zawiera 1/100 specyfiku. Drugie rozcieńczenie – C2 – otrzymuje się w wyniku zmieszania jednej części pierwszego rozcieńczenia z 99. częściami rozpuszczalnika. Tak więc C2 zawiera 1/10 000 część rozcieńczanego preparatu. I tak dalej. C3: 1/1 000 000... C4: 1/100 000 000... C5: 1/1 000 000 000... No dobrze, ale jak się rozcieńcza i rozcieńcza, to w końcu w roztworze nie pozostaje ani jedna molekuła rozcieńczanej substancji. Tak jest właśnie już w rozcieńczeniu C11 i C12 (odpowiednio D22 i D24).
Na początku XIX wieku nie były jeszcze znane prace fizyka Avogadro, który wykazał, że w danej objętości znajduje się określona, skończona liczba cząsteczek. Hahnemann zakładał, że po każdym rozcieńczeniu w rozpuszczalniku zostaną jakieś cząstki substancji rozpuszczonej. Natomiast w roztworze na przykład soli kuchennej (NaCl, chlorek sodu), począwszy od C12 nie ma już ani jednej cząsteczki tego związku. Dla związków organicznych (na przykład beladonny) granica ta znajduje się już przy C10 czy C11 (liczba Avogadro). Popularne środki homeopatyczne osiągają rozcieńczenia C400. Po dwunastym rozpuszczeniu, nie było już w ich roztworze ani jednej cząsteczki substancji wyjściowej, roztwór rozcieńczano jednak jeszcze 388 razy...

Co pisze w tej kwestii wspomniana wcześniej pani Eugenia w swojej Homeopatii praktycznej?

„W rozcieńczeniu C11 i C12 nie stwierdza się już molekuł leku podstawowego, a mimo to leki te działają głęboko i skutecznie” (Ch, s.13).

W jaki sposób? Co mówi na ten temat nauka?

Zwolennicy homeopatii twierdzą czasami, że sposób jej działania mógłby być podobny do mechanizmu działania szczepionek. One również dostarczają jedynie bodźca, który sam z siebie nie leczy, ale pobudza siły obronne organizmu. Jednak to podobieństwo jest powierzchowne, ponieważ, po pierwsze, ilość czynnych substancji w szczepionce jest wielokrotnie wyższa niż w preparatach homeopatycznych. Po drugie, szczepionka działa najczęściej profilaktycznie, a leki muszą uporać się z już istniejącą chorobą. Po trzecie, odpowiedź organizmu na szczepionkę łatwo da się zmierzyć: wytwarza on przeciwciała, które można wykryć we krwi. W homeopatii natomiast nie da się uchwycić konkretnej reakcji organizmu na środek. Żadne specyficzne przeciwciała się nie formują.

„Praktykujący homeopaci są przekonani, że proponują bardzo skuteczne leczenie – pisze ojciec Aleksander Posacki – i wielu z nich uważa badania kliniczne za nieadekwatne, nieetyczne i niepotrzebne; istnieją wszakże badania pojedynczych badaczy i małych grup, które otwarcie sugerują, że homeopatia może być bardziej skuteczna niż placebo” (Po, s. 60).

Badania dowodzące, że specyfiki homeopatyczne są skuteczniejsze niż placebo? Zadziwiające.

Pozór zła

Doktor Agnieszka Pokora: „– Po tych rekolekcjach było u mnie w domu spotkanie i jedna z osób powiedziała: ‘widzę jasno, że bioenergoterapia jest zła, radiestezja jest zła i wróżenie z kart jest złe, natomiast nie mogę zobaczyć, co takiego jest w homeopatii, czuję, że coś jest nie w porządku, ale nie wiem, dlaczego tak jest’. I wtedy Duch Święty mnie oświecił, przypomniał mi się jeden z fragmentów wykładów, który mówił, że im mniejsze stężenie leku, tym silniejsze działanie. I przypomniało mi się, że wykładowca właśnie mówił o jakiejś kuli energetycznej, która jest tym większa, im mniejsze jest stężenie leku. I przy rozcieńczeniach do C30 czy C60, kiedy w roztworze nie ma już nawet atomu rozcieńczanej substancji, ta kula energetyczna może mieć średnicę do dziewięciu metrów... A więc w otoczeniu człowieka, który zażył lek – można powiedzieć – mogą się dziać rzeczy, których on nie kontroluje... Bo on zażywa lek i ten lek działa na całe otoczenie... I dlatego, mówił wykładowca, przy dużych rozcieńczeniach trzeba bardzo uważać na pacjenta i na jego otoczenie...
– To ciekawa informacja.

– Jeden z wykładów mówił, że bezpieczne są małe rozcieńczenia, bo energia, przekazywana przez leki jest mała. Ma tu działać dynamizacja, potencjalizacja – oni twierdzą, że potrząsając dynamizują te roztwory – i choć nie ma nawet atomu substancji w rozcieńczeniu, to jest „zdynamizowana” substancja. I później granulki cukru, sprzedawane w aptece, to jest glukoza nasączona potencją. Przy placebo przynajmniej wiadomo, że to jest placebo, a tutaj, kompletnie nie wiadomo, co to jest...

I wtedy zawsze przypomina mi się słowo: unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła, z listu do Tymoteusza.”

Czy herbata robi się słodsza od wstrząsania?

Wydaje się, iż główną przyczyną odrzucenia homeopatii przez medycynę akademicką był dotąd czwarty dogmat homeopatyczny, zasada potencjalizacji siły leczniczej, pogląd, że specyfik uzyskuje biologiczną aktywność przez wielokrotne rozcieńczanie, wstrząsanie i mieszanie, przed osiągnięciem docelowego stopnia rozcieńczenia. Aby uzyskać na przykład rozcieńczenie C3 nie można dodać jednej kropli do 999.999 kropel rozpuszczalnika. Trzeba trzykrotnie powtarzać rozcieńczanie w proporcji jeden do stu. Hahnemann był bowiem przekonany, że proces wstrząsania ma większe znaczenie niż samo rozcieńczanie. Sądził, że przez wstrząsanie (potencjalizację) uwalnia się coś dynamicznego.

Pomimo gromadzenia dowodów na biologiczną aktywność wysoce rozcieńczonych substancji, mechanizm działania specyfików homeopatycznych pozostaje wciąż przedmiotem spekulacji. Teoretyczne wyjaśnienia krążą wokół „pamięci wody” oraz nieuchwytnego systemu energii wewnątrz żywych układów biologicznych, który jest zdolny do odbierania informacji zakodowanej w roztworze homeopatycznym i do odpowiedzi na nią.

Krytykę farmaceutyków nie zawierających ani jednej molekuły substancji wymienionych na etykietce zwolennicy homeopatii odpierają twierdzeniem, że specyfiki homeopatyczne zawierają jedynie samą „informację” o materiale wyjściowym w formie imprintu, pieczątki, odbitej w powłoce atomowej substancji nośnej. Tenże imprint ma działać jak pole energetyczne i nie ma żadnego znaczenia jaką ilość materii pacjent przyjmie... (Pi, s. 137).

Całe to wyjaśnienie: imprint, informacje, powłoka atomowa... brzmi w XXI wieku nieźle, tyle tylko, że powyższe twierdzenia homeopatów nie są dotąd w żaden sposób potwierdzone naukowo. I ów brak wyjaśnień jest notoryczny. Homeopatia istnieje 200 lat i przez ten czas, mimo kolosalnych postępów medycyny zachodniej, akademickiej, nie zdołano wyjaśnić jej mechanizmów. Nauka jest tu bezradna.

Mówiąc krótko: niezależnie od skomplikowania języka, którym się posługują, zwolennicy homeopatii dysponują dotąd tylko hipotezami. Powtórzę: teorie wyjaśniające działanie specyfików homeopatycznych są wyłącznie hipotezami, niczym więcej.

Zawsze można powiedzieć, że nauka kiedyś wejdzie na poziom rozwoju konieczny do potwierdzenia tych hipotez. I potwierdzi. A jeśli nie potwierdzi?
Historia nauki notuje zdecydowanie więcej hipotez, które okazały się po prostu bzdurami. Tych genialnych nie było znowu tak wiele.
Te leki szkodzą, nie trzeba wiedzieć dlaczego

Doktor Agnieszka Pokora: „– Po rekolekcjach poczułam, że to jest właśnie coś, czego mamy unikać: energia niewiadomego pochodzenia. To, jak otwieranie się na czakramy, na energię kosmiczną, czy jak w reiki... też na energie niewiadomego pochodzenia się otwieramy... Bo przyjmując te leki – jak twierdzą homeopaci – przyjmujemy energię niewiadomego pochodzenia. Energię nad którą nie panujemy. I, przypuśćmy, chodzimy w takiej kuli energetycznej, o której nic nie wiemy, i możemy sprawiać, że ktoś wokół nas się będzie źle czuł...

– W naszej „Encyklopedii” jeszcze nie wiemy, nie podjęliśmy jeszcze decyzji, czy to jest domniemana energia, czy też rzeczywista...

– Myślę, że tego nie można zbadać chyba jednak...”

Tyle doktor Agnieszka Pokora, ja zaś wiem w tej chwili z całą pewnością: wiedzę lub pseudowiedzę homeopatyczną zainteresowany musi przyjąć na wiarę. Albo odrzucić. Nauka jednak nie może być subiektywna.

Podsumowanie

Homeopatia jest praktyką paramedyczną powstałą pod koniec XVIII wieku, podążającą od tego czasu osobną ścieżką rozwoju, na całkowitym marginesie medycyny klasycznej.

Twórcami podręczników homeopatycznych są często osoby nie mające wykształcenia medycznego. Duża część lekarzy toleruje homeopatię zakładając, że specyfiki homeopatyczne działają na zasadzie placebo.

Homeopatia przedstawiana jest jako metoda leczenia całkowicie pozbawiona skutków ubocznych. Opiera się na zasadzie będącej odwrotnością myśli medycyny zachodniej. Zalecane jest leczenie choroby rozcieńczoną substancją wywołującą objawy do choroby podobne.

Jest mało badań nad homeopatią. Istniejące hipotezy próbujące wyjaśnić działanie specyfików homeopatycznych nie zostały potwierdzone naukowo. Teorie powstające w środowisku homeopatycznym są nie do pogodzenia z wiedzą medyczną.

Homeopaci prezentują twierdzenie, iż środki homeopatyczne uzyskują aktywność biologiczną w wyniku potrząsania. Utrzymują ponadto, iż rozcieńczanie roztworu powoduje, że każde kolejne rozcieńczenie zyskuje na mocy działania. W szczególności dotyczy to roztworów, w których nie ma już ani jednej molekuły pierwotnej substancji, której nazwa widnieje na etykiecie preparatu. Siła oddziaływania specyfiku homeopatycznego ma wzrastać z każdym kolejnym rozcieńczeniem z taką mocą, że niektórzy homeopaci ostrzegają wręcz przed stosowaniem wysokich rozcieńczeń.

Naukowi krytycy homeopatii, w tym byli homeopaci, odrzucają homeopatię jako naukę medyczną.